wtorek, 10 maja 2016

Ktoś musi pracować, by bawić się mógł ktoś: o "Dworku Longbourn" Jo Baker.

5/6

Pierwszy raz przeczytałam o Longbourn u Pyzy Wędrowniczki, w komentarzach pod którymś ze starszych już wpisów. Sądząc po tonie, w jakim utrzymany był i komentarz, i odpowiedzi na niego, Longbourn jest powieścią dość dobrze znaną, choćby i tylko ze słyszenia, wśród fanów Jane Austen, a w dodatku zbiera całkiem niezgorsze recenzje (w przeciwieństwie, na przykład, do takiej niewiele starszej Emancypacji Mary Bennet - nadal się nie odważyłam...!). Mi jakoś tytuł nigdy wcześniej o uszy się nie obił. Może i nie ma w tym nic dziwnego, bo ciężko byłoby nazwać mnie wielką fanką Austen; wprawdzie przeczytałam wszystkie powieści autorki przetłumaczone na polski, ale z reakcjami na nie bywało różnie. Zaczęłam od Emmy, która podobała mi się całkiem-całkiem, potem przyszła kolej na Dumę i uprzedzenie, która podobała mi się bardzo, na Rozważną i romantyczną, która wynudziła mnie na śmierć, na Opactwo Northanger, które pokochałam, a wreszcie na Mansfield Park i Perswazje, które nie podobały mi się w ogóle. Fanka? Chyba jednak nie...
Related Posts with Thumbnails