sobota, 27 lutego 2016

Harper Lee, "Zabić drozda" // 'To Kill a Mockingbird'

Shoot all the bluejays you want, if you can hit 'em, but remember it's a sin to kill a mockingbird.'
Nie wiem jak powinnam pisać o tej książce. No bo z jednej strony: absolutny klasyk. Zajrzyjcie na dowolną listę z gatunku '100 Books to Read Before You Die', a "Zabić drozda" na 100% na niej będzie. Czyli: powinnam zakładać, że potencjalny czytelnik też tę książkę zna, więc mogę dzielić się przemyśleniami bez zahamowań, bo i tak wszyscy znają fabułę. A z drugiej strony, mam wrażenie, że o ile powieść Harper Lee jest klasyką klasyk w Ameryce, o tyle nad Wisłą sprawa przedstawia się już trochę inaczej. Lekturą szkolną nie jest, w rozmowach - nawet w kręgach bardziej wykształconych i oczytanych - pojawia się stosunkowo rzadko. Bez porównania do takiej Rozważnej i romantycznej czy Jane Eyre. Tak sobie myślę, że pewnie wynika to z tematyki; niewolnictwo i późniejszy rasizm, zwłaszcza w południowych stanach, jest jednak takim typowo amerykańskim problemem, który tutaj, w środku Europy, ani nas ziębi, ani grzeje - tam jednak urasta do rangi narodowej traumy porównywalnej z niemiecką "traumą Hitlera". Temat ciągle nie jest zamknięty, ciągle wywołuje wyrzuty sumienia z gatunku: cholera, zbudowaliśmy nasze państwo na cierpieniu niewinnych, trochę wstyd. W każdym razie: nie wiem do końca, od której strony to ugryźć. Na wszelki wypadek postaram się nie wypisywać spoilerów, a przynajmniej nie oczywistych.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Oscarowe odliczanie: "Carol" i "Dziewczyna z portretu" (a.k.a. 'The Danish Girl')

Wiecie, tegoroczne Oscary wyjątkowo mało mnie obchodzą. W minionych dwóch latach większość nominowanych filmów przyciągała moją uwagę i za punkt honoru stawiałam sobie obejrzenie ich wszystkich, coby wyrobić sobie opinię jeszcze przed galą... A w tym roku patrzę na tytuły z tej ścisłej czołówki niby najlepszych filmów roku - i nie czuję nic. Żadnego podekscytowania, żadnego "o, to bym sobie zobaczyła". Z ośmiu nominowanych filmów (tylko ośmiu! Mniej niż w ubiegłych dwóch latach, powinno być łatwiej, a tymczasem...) przyciągnęły moją uwagę trzy: Brooklyn, Marsjanin i Pokój. Ten pierwszy widziałam już jakieś półtora tygodnia temu; drugi był chyba w kinach dużo wcześniej, więc z pewnością go przegapiłam; trzeci wchodzi na ekrany dopiero w połowie marca. Oglądania reszty nie planuję. Cóż, może ominie mnie przez to jakiś interesujący obraz, który wcale nie wygląda na coś w moim guście (casus Nebraski sprzed dwóch lat!), ale trudno, nic nie poradzę. Poważnie, tak mnie od tych pozostałych nominacji odrzuca...

Zanim jeszcze ogłoszono nominacje rzuciłam się do kina na dwa filmy, które zapowiadały się raczej ciekawie (i raczej są), które ponoć na 99% miały być nominowane (a nie są), a już aktorki w nich występujące statuetki mają mieć jak w banku (w przypadku Alicii V. - mam nadzieję!). Mówię oczywiście o dwóch wielkich nieobecnych głównej kategorii, czyli Carol i Dziewczynie z portretu (The Danish Girl). Z dużym poślizgiem (moja motywacja do pracy twórczej, a do takiej zaliczam pisanie, spada zimą do zera. Bezwzględnego. Podejrzewam, że z korzyścią dla czytelników - nie chcielibyście czytać mojego zimowo-depresyjnego smęcenia, wierzcie mi...), ale zawsze: parę słów na temat obu produkcji.
Related Posts with Thumbnails