sobota, 19 września 2015

Francusko: "Jedwabna opowieść" i "Renoir"

Są ludzie, którzy bezkrytycznie zachwycają się kinem francuskim: bo jest pełne uroku, wyraźnie inne od amerykańskiego, magiczne i rzeczywiste zarazem (kilka dni temu natrafiłam na czyjąś opinię na ten temat: "Lubię kino francuskie za to, że kobiety po obudzeniu są w nim niepomalowane i mają potargane włosy" - istotnie, mają; patrz: Lea Seydoux w Żegnaj, królowo). Ja wprawdzie aż tak entuzjastyczna nie jestem, bo urok urokiem, ale nieraz jednak to nie wystarcza i widziałam parę francuskich filmów, które poza tą "magią" niewiele miały do zaoferowania - ale w ogólnym rozrachunku raczej mnie te produkcje przyciągają niż odrzucają. W ostatnim czasie, wśród tej gromady filmów, które obejrzałam, znalazło się więc też parę filmów rodem z Francji. Niektóre z nich widziałam już parę dobrych miesięcy temu, więc pamiętam je trochę przez mgłę, ale mam nadzieję, że uda mi się i tak przekazać Wam, co mnie w nich urzekło...

 Brodeuses / Jedwabna opowieść (2004; Francja)
Reżyser: Eleonore Faucher
Obsada: Lola Naymark, Ariane Ascaride, Thomas Laroppe
Ocena: 8/10

Na pierwszy plan poszła Jedwabna opowieść - film, który swego czasu zwyciężył podczas festiwalu Nowe Horyzonty. Co ja z nim miałam! Od pierwszego wejrzenia zakochałam się w zdjęciach: pięknych, nasyconych kolorach, ciepłym, jesiennym słońcu i cudownych włosach głównej bohaterki (całe życie marzyłam o takich...!). Koniecznie chciałam go zobaczyć. Z wielkim entuzjazmem zabrałam się za poszukiwania i... Nic. Znalezienie/zdobycie tego filmu okazało się niewykonalne. Nic, nigdzie, żadnych śladów. Poddałam się. A teraz wyobraźcie sobie moją radość, kiedy dobry rok później przypadkiem znalazłam go na Netflixie...!

Renoir (2012; Francja)
Reżyser: Gilles Bourdos
Obsada: Christa Theret, Michel Bouquet, Vincent Rottiers
Ocena: 8/10

Na Renoira, obejrzanego parę dobrych miesięcy później, trafiłam za to zupełnym przypadkiem. Czekał i patrzył na mnie z półki w osiedlowej mediatece. A że piękne kolory + impresjoniści to coś, co bardzo lubię, wypożyczyłam bez wahania.

Celowo piszę o tych dwóch filmach jednocześnie, bo są do siebie - mimo oczywistych różnic w fabule - dosyć podobne. Ale najpierw może właśnie o fabułach...


*** *** ***
 

Jedwabna opowieść to historia młodej Francuzki, Claire. Niewiele o niej wiemy. Jest niebogata, pracuje w supermarkecie, kontakt z rodziną (pomijając młodszego brata) ma raczej średni. Przede wszystkim: jest w ciąży i nie bardzo ma ochotę dzielić się z kimkolwiek tą informacją. Ojciec dziecka gdzieś tam, raz, pojawia się na ekranie; jest sporo starszy, o ile dobrze pamiętam żonaty i Claire nawet nie bierze go pod uwagę jako potencjalnego kandydata do stałego związku. Widać, że jest nieistotny i że to dziecko będzie tylko jej. 


Ciąża komplikuje, rzecz jasna, życie dziewczyny; jeśli nie chce, żeby tajemnica się wydała, musi odejść z pracy w markecie i znaleźć sobie nową - najlepiej taką, w której nikt nie będzie jej widział. Okazuje się, że jej daleka znajoma (czy raczej: znajoma znajomych znajomych), która zajmuje się zawodowo haftowaniem (nie wiem, jak inaczej to nazwać; ale to nie takie haftowanie, które przychodzi człowiekowi na myśl jak słyszy to słowo...) wzorów dla słynnych projektantów, od jakiegoś czasu szuka pomocnicy. Kobieta niedawno straciła syna, jest zamknięta w sobie i niedostępna, ale Claire też nie szuka przecież wylewności, tylko możliwości zarobienia pieniędzy. Haftować umie. Dostaje swoją szansę na wykazanie się.


I tak sobie obie panie haftują: powoli i dokładnie, tworząc przepiękne wzory, przy okazji równie powoli i ostrożnie odkrywając siebie nawzajem...

*** *** ***


Renoir natomiast, wbrew pozorom, opowiada historię (prawdziwą!) nie tyle samego słynnego impresjonisty, co jego ostatniej muzy. Młodziutka Andree jest "artystką", marzy o zostaniu gwiazdą filmową, a póki co - przyjeżdża do sielankowej willi Renoira i proponuje swoje usługi jako modelka. Sposób sportretowania Auguste'a Renoira może zaskoczyć: to stary, zgryźliwy, marudny człowiek, który ledwo potrafi się ruszać (w pewnym momencie nawet jego palce, dla malarza przecież niezbędne, zaczynają szwankować) i którego nikt nie darzy większą sympatią. Dziwna jest też rola Andree w powstawaniu jego obrazów: choć w teorii dziewczyna jest modelką, w praktyce samą swoją obecnością zdaje się inspirować starego Renoira i nieraz pod koniec malarskiej sesji odkrywa, że malarz malował zupełnie co innego. 



Monotonne życie w willi nabiera rumieńców, gdy powraca do domu syn malarza, Jean. Chłopak został ranny w wojnie i teraz, jako rekonwalescent, ma prawo spokojnie dojść do siebie w bezpiecznym miejscu. To nagłe wprowadzenie wątku wojennego rzuca nowe światło na pojawiające się na ekranie obrazy: stary dom z wielkim ogrodem, od którego bije spokój, światło, kolory, w którym stary, słynny impresjonista tworzył swoje pełne delikatnego piękna obrazy... Wszystko to jest tak sielankowe, że aż trudno uwierzyć, że gdzieś tam, wcale nie tak daleko, toczy się I Wojna Światowa, że w tym samym kraju mężczyźni dwoją się i troją, by zabić innych mężczyzn, a kobiety z rozpaczliwą nadzieją modlą się o ich przetrwanie - albo płaczą za tymi, którzy polegli. W tym samym kraju, w tym samym czasie, walczył i zginął Walter Blythe. U Renoirów natomiast cisza i spokój; ani jednego wystrzału, ani jednej tragedii. Najważniejszym wątkiem jest zawiązujący się powoli romans Andree z Jeanem. Największym dramatem - gwałtowna kłótnia Andree z kucharkami Renoira, których "Zaczyna się jako modelka, a kończy jako służąca" najwyraźniej zbyt mocno uderza w jej ukryte lęki. 

 
Dlaczego twierdzę, że te filmy są podobne? Proszę bardzo. W obu przypadkach fabuła nie jest szczególnie wyraźnie zarysowana; to tylko delikatny szkic, z którego wcale niekoniecznie ma cokolwiek wynikać. Nie chodzi o historię, a o sposób jej przedstawienia. O obraz. Sztuka jest główną bohaterką obu filmów: w Jedwabnej opowieści są to te zachwycające wzory haftowane przez obie kobiety, w Renoirze - równie zachwycająca przyroda, wnętrza i obrazy. Sam dobór barw: nasyconych, żywych, po prostu pięknych. Sposób przedstawienia historii: delikatny, trochę nostalgiczny, pełen ciepła.
No i te piękne, wijące się, ognistorude włosy obu głównych bohaterek. Cudo.


 

Polecam z całego serca oba filmy tym z Was, którzy lubią takie snujące się, niespiesznie opowiedziane historie bez wyraźnej puenty, którzy lubią czasem obejrzeć film dla samych doznań artystycznych. Renoir przeniesie Was jeszcze na chwilę do słonecznych dni odchodzącego już w niepamięć lata; Jedwabna opowieść za to idealnie nadaje się na ponury, deszczowy dzień, w którym najchętniej skryłoby się pod kocykiem z kubkiem gorącej czekolady/cappuccino/herbaty/czegokolwiek. Jeśli szukacie czegoś, co zaczaruje Wasz wieczór i wypełni Was poczuciem harmonii, to którykolwiek z tych filmów będzie dobrym wyborem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails