środa, 31 grudnia 2014

Co słonko widziało #22: rok 2014

Nadal nie udaje mi się pisać regularnie i bardzo nad tym ubolewam - ale madre mia, co tu się wyrabia! Próby znalezienia następcy na nasze stare mieszkanie i użeranie się z właścicielem, który chyba niespecjalnie chce rzeczonego następcę znaleźć doprowadzają mnie regularnie do czarnej rozpaczy i jestem już tak tym wszystkim wymęczona, że nie mogę doczekać się, kiedy wyjadę, pójdę do pracy i będę mogła wreszcie trochę odpocząć. Obojętnie jak absurdalnie by to nie brzmiało. Całą moją systematyczność diabli wzięli...

W przerwach między wściekaniem się na wszystkich po kolei (I'm surrounded by idiots jest moim mottem miesiąca...) nadrabiałam zaległości w tegorocznych produkcjach. Parę starszych filmów też obejrzałam, ale te z roku 2014 zdecydowanie przeważały i to na nich zamierzam się dzisiaj skupić. Podsumowanie minionego roku będzie musiało poczekać już do nowego. Bardzo bym chciała, żeby się tu pojawiło; pomysłów mi nie brakuje, tylko z czasem krucho...


1. Bai ri yan huo // Czarny węgiel, kruchy lód (2014; Chiny) - 6,5/10

Film, który zdobył w Berlinie Złotego Niedźwiedzia, więc spodziewałam się po nim czegoś naprawdę dobrego - i może dlatego trochę się nim rozczarowałam. Nie jest zły, to całkiem niezłe połączenie thrillera, kryminału i dramatu, ale żeby aż Niedźwiedzia...? W gruncie rzeczy historia jest mało odkrywcza: mamy tu rozczłonkowane zwłoki, pojawiające się w różnych miejscach kraju, niepozorną kobietę, która okazuje się być mocno zamieszana w całą aferę, ex-policjanta z depresją, który nie może pozbierać się po nieudanej akcji, w trakcie której zginęli jego współpracownicy. Do tego trochę chińskich realiów - bardzo nietypowych, nawiasem mówiąc; miejsce akcji wyglądało mi na Rosję i w ogóle z Chinami mi się nie kojarzyło... To wszystko zrobione jest poprawnie, film całkiem wciąga, ale do arcydzieła mu daleko. Bądź co bądź, to jednak tylko kryminał; elementy dramatyczne wprawdzie są, ale to zagadka pozostaje na pierwszym planie. Fanką kina noir nie jestem, to nie moje klimaty, a w Czarnym węglu... nie dostrzegłam niczego wyróżniającego ten film spośród innych kryminałów/thrillerów, które zdarzyło mi się obejrzeć. Niemniej jednak seans jest całkiem przyjemny (o ile lubi się wolne tempo akcji) i absolutnie tego filmu nie odradzam. Spróbujcie, może akurat Wam bardziej przypadnie do gustu.


2. Boyhood (2014; USA) - 8/10

Kolejny film z Berlinale, który, dla odmiany, całkowicie mnie oczarował. Już sam pomysł jest niezwykły: dwanaście lat z życia pewnej rodziny, filmowanych na bieżąco, z udziałem tych samych aktorów, dorastających wraz z filmem. Byłam przekonana, że to dokument - ale nie, to zwyczajny film fabularny, z porządnym scenariuszem. Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, że ktoś mógł być na tyle szalony, żeby zabrać się za realizację takiego projektu. Przecież tyle mogło pójść nie tak! A jednak wyszło - i ogląda się to bardzo, bardzo dobrze. Niby to tylko zapis kilku lat z życia głównego bohatera i jego najbliższych, ale obserwowanie zachodzących w nich zmian było dla mnie fascynujące. Dużą rolę odgrywa w tym, oczywiście, również fakt, że chłopiec z plakatu wyrasta na interesującego, myślącego młodego człowieka, któremu aż chce się kibicować na jego drodze do dorosłości. Znalazłam w tym filmie sporo "siebie" (czy raczej: rzeczy, które sama przeżywałam albo nad którymi swego czasu dużo rozmyślałam). I tylko siostra głównego bohatera niepomiernie mnie irytowała - niezależnie od tego, czy miała lat siedem, czy siedemnaście. Z rozpuszczonej smarkuli wyrosła rozpuszczona nastolatka, należąca do tego typu ludzi, na który mam silną alergię. Z drugiej strony, tylko dodało to filmowi wiarygodności - tacy ludzie też przecież istnieją, i to wcale niekoniecznie muszą być rzadkością...
Dla mnie był "zwyczajnie niezwyczajny". Bardzo lubię takie "podglądanie", filmy, w których głównym bohaterem zdaje się być samo życie. Ja w ogóle lubię życie, może to dlatego ;). Ale znów - trzeba dobrze się czuć w tych klimatach. Nie dziwię się, że sporo ludzi twierdzi, że okropnie się na tym filmie wynudziło ^^.


3. I Origins // Początek (2014; USA) - 8/10

Mniej więcej rok temu odkryłam amerykańską aktorkę, reżyserkę, producentkę i scenarzystkę (czego ta kobieta nie robi!), Brit Marling - i było to dla mnie Odkrycie przez duże "O", pełne najautentyczniejszego zachwytu graniczącego z uwielbieniem, Odkrycie samodzielne, nieoczekiwane i niezmiernie inspirujące. Fascynująca kobieta. Widać w jej filmografii konsekwencję w wyborze tematów i jasno sprecyzowane poglądy, które (jak nietrudno się domyślić...) są z moimi zaskakująco zbieżne. Inteligentna, odważna, uduchowiona, a jakby tego nie wystarczyło - piękna. Zobaczyłam ją po raz pierwszy w Drugiej Ziemi, już po paru dniach rzuciłam się na Dźwięk mego głosu i Grupę "Wschód", a reszta jej dość ubogiej filmografii natychmiast wylądowała na liście "do obejrzenia". Wśród nich znalazł się właśnie Początek, który nareszcie udało mi się obejrzeć. Oczywiście, że bardzo mi się podobał. Oczywiście, że mam ochotę na więcej. I choć moje prawie-uwielbienie dla pani Marling mocno przez ten rok osłabło, to dzięki temu seansowi znów z niecierpliwością czekam na Świętsze od aniołów i The Keeping Room...

Jest parę rzeczy, których można spodziewać się po filmach z Brit Marling. Po pierwsze, pewnej dozy zjawisk uważanych za nadprzyrodzone czy niemożliwe (bliźniaczej planety-Ziemi albo kobiety, która twierdzi, że przybyła z przyszłości). Po drugie, zderzenia światopoglądów (Grupa "Wschód" się kłania, Dźwięk mego głosu zresztą też...). Po trzecie, niejasnego zakończenia (Druga Ziemia, Dźwięk mego głosu). Początek nie jest wyjątkiem od tej reguły; ba, wręcz przeciwnie, wszystkie trzy "punkty obowiązkowe" się w nim pojawiają. Zaczyna się od zderzenia światopoglądów: główny bohater jest najbardziej naukowym z naukowców (w jednej z późniejszych scen filmu prawie obraża się na żonę za to, że użyła słowa "dusza"...), jego ukochana to zaś uduchowiona młoda kobieta, wierząca w istnienie niewidzialnych dla nas sił. W drugiej połowie filmu pojawia się wątek nadprzyrodzony: czy istnieje reinkarnacja, a co za tym idzie - właśnie ta wyśmiana dusza? Zakończenie jest niedopowiedziane, bardzo podobne do tego w Dźwięku mojego głosu: już wydaje się, że A, ale w ostatniej chwili dzieje się coś tak wyraźnie wskazującego na B, że widz zupełnie nie wie, co o tym myśleć. Swoją drogą, bardzo cieszę się z takiego rozwiązania; byłam przekonana, że końcówka będzie wyraźnie wskazywała na opcję B i ta dwuznaczność była dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Reżyser zmusza nas do zadania sobie paru pytań, ale nie prezentuje nam jedynych prawidłowych odpowiedzi. I chwała mu za to.

Aktorsko najsłabiej wypada tu... Główny bohater (Michael Pitt). Nie mam mu nic konkretnego do zarzucenia, ale na tle obu filmowych partnerek wypadł dosyć niemrawo i niespecjalnie sympatycznie; ciężko było mi go polubić i zrozumieć jego powodzenie u kobiet. Brit wypadła dobrze, choć rolę miała tu stosunkowo niewielką i niespecjalnie mogła się czymkolwiek popisać. Moim nowym odkryciem jest za to śliczna Sofi, czyli Astrid Bergès-Frisbey; kolejny film z tą aktorką, Córka studniarza, czeka już na liście i z chęcią sięgnę po niego w najbliższym czasie.

Dla mnie to bardzo dobry film: dramatyczny, trzymający w napięciu, lekko i nienachalnie ezoteryczny (z naciskiem na "nienachalnie"!). Przy okazji poruszający mimochodem kilka innych trudnych problemów: radzenia sobie ze śmiercią, z poczuciem winy, życia z wdowcem i zazdrości o nieżyjącą rywalkę. No i Brit, to nigdy nie boli. Bardzo polecam!


4. How to Train Your Dragon 2 // Jak wytresować smoka 2 (2014; USA) - 6,5/10

Pierwsza część bardzo mi się podobała i z chęcią sięgnęłam po drugą, pokrótce streszczając mężowi fabułę jedynki. Jak wytresować smoka 2 to całkiem niezły film, zachowujący urok pierwszej części, ale (co niespecjalnie mnie zaskoczyło) słabszy fabularnie. Postaci nadal są różnorodne i nietrudno je polubić (co ciekawe, wyglądają trochę inaczej, doroślej niż w pierwszej części - brawa za realizm!), Szczerbatek jest najsłodszym smokiem w historii kina, animacja jest bardzo dobra, a wszystko to okraszone jest obfitą dawką humoru. Nie pamiętam już, czy "jedynka" też tak mnie bawiła, ale zaskoczyło mnie, jak często śmiałam się podczas oglądania drugiej części...! Niestety, sama historia niespecjalnie mnie urzekła; nagły zwrot w fabule wydał mi się zupełnie nierealistyczny (no dobra, w sumie mówimy o świecie Wikingów latających na smokach...), a dawka patosu, jaką polano co niektóre dialogi, mocno niesmaczna. Z drugiej strony, oglądałam ten film w trzech częściach (problemy mieszkaniowe się kłaniają...), co na pewno nie sprzyjało zatopieniu się po uszy w bajkowym świecie...


5. Gone Girl // Zaginiona dziewczyna (2014; USA) - 8/10

Rzadko kiedy oglądam takie filmy, ale entuzjastyczne recenzje znajomych rozbudziły moją ciekawość i zmusiły do sięgnięcia po gatunek, z którym mam raczej niewielkie doświadczenie. I choć wierzę, że miłośnikom thrillerów Zaginiona dziewczyna mogła wydać się przeciętną i niedopracowaną pozycją, to dla mnie była czymś zupełnie nowym, świeżym i niesamowicie wciągającym. Zachwyciła mnie Rosamund Pike; do tej pory znałam ją tylko z roli słodkiej Jane Bennet i zupełnie nie spodziewałam się, że może wypaść wiarygodnie w tak pokręconej roli jak właśnie w Zaginionej.... Amy Dunne to postać, która wryła mi się w mózg i o której wciąż raz po raz myślę. Dlaczego była taka, jaka była? Czy to wina Amazing Amy, zbyt silnej presji na bycie idealną? Jak naprawdę wyglądało jej małżeństwo z Nickiem? Nawet rzeczony Nick, czyli Ben Affleck, wypadł tu całkiem nieźle, chociaż w mojej głowie nadal pozostaje aktorem drugiej kategorii.
Film przez cały czas trzymał mnie w napięciu, a wielki zwrot w fabule nie mógł nastąpić w bardziej odpowiednim momencie; ledwie powiedziałam do męża, że nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się, że..., a już - jakieś pięć minut później - na ekranie pojawił się wyraźny dowód na to "że...". I choć historia Dunne'ów nie jest wolna od wad i parę szczegółów jest mocno naciąganych (żeby nie powiedzieć: przeoczonych), to ogólna atmosfera filmu w pełni mi to zrekompensowała. Nie jest to jakieś wybitne, ambitne kino i wcale nie próbuje nim być; to bardzo dobre kino rozrywkowe, przy którym można trochę pogłówkować, pokibicować temu czy innemu bohaterowi i zapomnieć o codzienności. A przecież chyba właśnie o to w nim chodzi, prawda?


6. The Grand Budapest Hotel // Grand Budapest Hotel (2014; USA, Niemcy, Wielka Brytania) - 8/10

Jakiś czas temu, w jednym z komentarzy, przyrównałam Wesa Andersona do Monty Pythona - albo ktoś "czuje" jego humor, albo nie. Oglądając Grand Budapest Hotel uznałam, że to porównanie było o wiele bardziej trafne, niż mi się wcześniej wydawało. Ten film jest niesamowicie "pythonowski" - i to nie tylko pod względem humoru, ale również dekoracji czy ogólnej stylistyki. Te miniaturowe makiety udające tytułowy hotel, rysunkowe tło... Jakby żywcem wyjęte ze Świętego Graala.
Grand Budapest Hotel, którego akcja rozgrywa się w Republic of Zubrowka i którego głównym bohaterem jest niejaki Zero Mustafa, bardzo mnie bawił i odprężył. Odkrywanie na ekranie kolejnych znanych twarzy też było niezłą zabawą (najmilszym zaskoczeniem byli dla mnie Saoirse Ronan, Lea Seydoux, Mathieu Amalric i Adrien Brody w roli demonicznego Dmitrija). Jednocześnie jednak po raz pierwszy muszę się zgodzić z zarzutem o "wydmuszkowatość" filmu Andersona. W przeciwieństwie do jego wcześniejszych filmów, w tym nie dostrzegłam żadnego drugiego dna, żadnej głębszej problematyki przedstawionej w lekki i zabawny sposób. To zajmująca historia i do mnie ten typ humoru w stu procentach trafia, ale Grand Budapest Hotel służy li i jedynie rozrywce. W czym nie ma, oczywiście, niczego złego, takie filmy też są potrzebne - ale jednak miałam nadzieję na odrobinkę więcej... Niemniej jednak, ubawiłam się przednio i ósemka w pełni się Hotelowi... należy.


Życzę Wam wszystkim szczęśliwego nowego roku! Wielu radosnych chwil i wzruszeń, jak najmniej dramatów, stresu i irytujących ludzi, od których nie można się odpędzić ;). A na dokładkę dobrych książek i filmów. Do napisania w roku 2015!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails