poniedziałek, 23 czerwca 2014

Co słonko widziało #12: zestaw krótkometrażowy

Znów przepraszam za opóźnienie - wierzcie mi lub nie, ale do tego stopnia wypadłam ostatnio z rytmu, że autentycznie zapomniałam wczoraj, że to niedziela ^^.

Lubicie krótkometrażówki? Ja do niedawna w ogóle nie zwracałam na nie uwagi. Uwierało mnie w nich to samo, co w opowiadaniach: za krótkie, za mało czasu na przedstawienie bohaterów i ledwie się człowiek zainteresuje fabułą, a już się kończą... Niedawno, przeglądając moją filmwebową listę filmów, które (podobno...) chcę obejrzeć, odkryłam na niej jednak kilka takich właśnie krótkich produkcji. A że rzeczona lista pęka w szwach, pomyślałam, że dzięki małemu maratonowi krótkometrażówek mogłabym ją szybko odgruzować. 

W minionym tygodniu obejrzałam tylko jeden pełnometrażowy film, który w dodatku niespecjalnie utkwił mi w pamięci, więc podaruję go sobie na dzisiaj. Zamiast tego - dosłownie parę słów o niedawnych krótkometrażówkach. Widzieliście któreś z nich? Zgadacie się z moimi odczuciami?

Miłego czytania!


1. Hotel Chevalier (2007; USA, Francja)  - 6/10

Prequel bardzo dobrego Pociągu do Darjeeling, o którym pisałam tutaj. Nadzieje miałam spore: znowu Wes Anderson, znany mi już główny bohater, a do tego Natalie Portman (którą chyba trochę wcześniej przeceniałam, ale nadal uważam, że od czasu do czasu zdarza się jej zagrać naprawdę dobrą rolę)... Ale nic z nich nie wynikło. Nie mogę nawet napisać, że się rozczarowałam, bo Hotel Chevalier nie wywołał we mnie absolutnie żadnych emocji. Fabułę można streścić jednym zdaniem: cytując wyczytane w odmętach internetu zdanie, "facet ustawia się na seks ze swoją byłą". Ot, wszystko. Nie znalazłam w nim niczego, co by do mnie przemówiło i utkwiło mi w pamięci. Z ciekawostek mogę dodać tylko, że to jedyny film, w którym Natalie Portman wystąpiła nago (czego później ponoć żałowała). Może dla panów będzie to jakaś rekomendacja ;).



2. Ilha das Flores (1989; Brazylia) - 8/10

Krótki, gorzki film obejrzany jako wstęp do niemieckiego Taste the Waste. Narrator, posiłkując się banalną historią sprzedawczyni perfum i zepsutego pomidora, który znalazł się w jej koszyku z zakupami, tłumaczy widzowi zasady rządzące naszym światem - a że wychodzi przy tym z założenia, że widz nic o nich nie wie, opisuje nawet rzeczy, które są dla nas tak oczywiste, że nawet się nad nimi nie zastanawiamy. Dzięki temu udaje mu się wyraźnie - i bardzo zgryźliwie - pokazać, jak niesprawiedliwie i nielogicznie urządzamy sobie ten świat. 

Całość tego krótkiego filmu jest bardzo ironiczna, a sama końcówka - okropnie przykra. Film jest równie stary jak ja i nie wiem, czy tytułowa Ilha das Flores nadal istnieje, ale jeśli chodzi o meritum sprawy, niewiele się zmieniło...

Polecam nie tylko ze względu na przesłanie, ale też na cudowny, sarkastycznie prosty styl narracji. Nie sposób się nie uśmiechnąć, choćby tylko kącikiem ust. Mimo że samą fabułę trudno uznać za zabawną.


3. Paperman (2012; USA) - 6/10

Całkiem przyjemna, czarno-biała animacja Disney'a, której udało się nawet zgarnąć Oskara. Muszę jednak przyznać, że zupełnie nie rozumiem zachwytów nad tym filmikiem. Od strony technicznej wypada rzeczywiście ładnie, ale w fotel nie wbija. Fabułę można skwitować szerokim ziewnięciem. Disney znowu serwuje nam miłość od pierwszego wejrzenia, która jest ważniejsza niż wszystko inne i ma moc pokonywania wszelkich przeszkód... I znów mówimy tu o parze, która słowa ze sobą nie zamieniła. Poważnie, drogi Disney'u, po tylu latach mógłbyś już chyba wymyślić coś bardziej oryginalnego...?






4. Steve (2010; Wielka Brytania) - 6,5/10

Keira Knightley i Colin Firth w jednym filmie - nie mogłam tego nie zobaczyć! Nastawiłam się na skondensowaną dawkę porządnego, wyspiarskiego kina - i rzeczywiście to dostałam. Jakimś cudem wszystkie te "wady" krótkometrażówek, które tak mnie zwykle irytują, tu wydały mi się zaletami. Bohaterowie są jednocześnie pełnokrwiści i ledwie zarysowani; widać, że to ciekawi ludzie, których chciałoby się lepiej poznać, ale mamy szansę poobserwować jedynie kilka krótkich scen z paru dni ich życia. Keira okrutnie mnie irytowała - zarówno jej gra, jak i sama postać - ale w tym drugim przypadku zdaje się, że taki właśnie był zamysł reżysera. Pod koniec nagle zaczyna się zresztą zachowywać zupełnie inaczej i odniosłam wrażenie, że miała to być dla widzów mała nauczka: nie powinno się oceniać ludzi na podstawie ich zachowań w paru losowych sytuacjach, zwłaszcza jeśli nie mamy pojęcia co do nich doprowadziło...
Colin Firth gra tu tytułowego Steve'a, dziwacznego sąsiada pary bohaterów, który ewidentnie ma problemy z kontaktami międzyludzkimi. Naprasza się więc bohaterom pod różnymi pretekstami, rozsiada na krześle i pije z nimi herbatę... Ale to nie miły, samotny starszy pan. Steve potrafi być agresywny, a jego wybuch złości w jednej z końcowych scen jest dosyć przerażający.

Największą wadą tego filmu jest to, że jest po prostu za krótki. Pomysł był dobry, wykonanie też, ale na widok napisów końcowych trochę zgłupiałam. Już? A gdzie jakieś rozwinięcie? Gdzie morał? Co ma z tego wynikać...? Szkoda. I tak jest dobrze, ale mogło być jeszcze lepiej.


5. Exiles (2012; USA) - 7/10

To uwspółcześniona (chociaż ciężko właściwie określić czas akcji) i alternatywna historia Romea i Julii, napisana (i w połowie również zagrana) przez Troian Bellisario, znaną (przynajmniej niektórym) z roli Spencer Hastings w Pretty Little Liars. O ile PLL uważam obecnie za bardzo kiepski serial i zupełnie straciłam już do niego cierpliwość, o tyle sama Troian wypada w nim co najmniej nieźle. Byłam bardzo ciekawa, jak poradzi sobie w jakiejś innej, bardziej sensownej produkcji.

Musze przyznać, że byłam pozytywnie zaskoczona tym filmem. Jest naprawdę dobrze. Troian doskonale wpasowała się w rolę współczesnej Julii; udało jej się nie być kolejną Spencer, co jest sporym osiągnięciem jak na aktorkę tak silnie związaną z jedną rolą. Ale najbardziej podobało mi się samo poprowadzenie fabuły. Ilu z Was wściekało się na Szekspira, że zakończył Romea i Julię tak, jak zakończył? Przyznajcie się, kto jeszcze marzył o tym, jak pięknie byłoby, gdyby...? Scenariusz Troian jest właśnie jedną z takich alternatywnych wersji - ale zupełnie nie taką, jakiej można by się spodziewać. Bezpardonowo niszczy romantyczne wyobrażenia o związku Romea i Julii, zastępując je brutalnym realizmem. Młodzi małżonkowie żyją na wygnaniu, w biedzie, a przede wszystkim - o czym łatwo zapomnieć czytając ich miłosne wyznania u Szekspira - ledwo się znają. Nagły poryw serca nie wystarcza, żeby mogli żyć długo i szczęśliwie. Julia (która jest tu o wiele bardziej wyeksponowana niż snujący się w tle Romeo) dość szybko zdaje sobie z tego sprawę. Ale jednak zbyt późno...

Nie tego się spodziewałam i chociaż wolałabym, żeby Romeo i Julia żyli jednak długo i szczęśliwie, to jednak muszę przyznać, że taki rozwój wypadków byłby jednak dużo bardziej prawdopodobny. Brawa dla Troian, zwłaszcza, że to był jej debiut jako scenarzystki.


6. The Come Up (2012; USA) - 6/10

Kolejny film obejrzany dla Troian, która jednak ledwie się w nim pojawia. A już na pewno w żadnej ze scen nie ma szansy wykazać się aktorsko. Sam film to mieszanina historii o niedocenionym, pomiatanym chłopaku, który marzy o tym, żeby szef raczył przeczytać scenariusz jego autorstwa - i bardzo tradycyjnej, sztampowej opowieści o wielkim przekręcie. Plusem jest to, że nie tak prosto przewidzieć, kto tu właściwie kogo oszukuje i po której stronie mocy stoi główny bohater. Całkiem przyjemna, dziesięciominutowa rozrywka. Ni mniej, ni więcej.






7. Intersect (2009; USA) - 6/10

I znów Troian - tym razem jako nastolatka podróżująca z ojcem i jego nową, małoletnią dziewczyną. Nagła awaria samochodu (czy może zabrakło im po prostu benzyny...?) zmusza ich do zatrzymania się w połowie drogi. Ojciec wyrusza na poszukiwania warsztatu, a obie dziewczyny muszą przez jakiś czas znosić swoje towarzystwo...
Sama właściwie nie wiem, czemu dałam temu filmowi aż sześć gwiazdek. Pewnie za Troian, która znów mogła całkiem nieźle się zaprezentować i znów udało jej się nie być Spencer. Film ma też całkiem intrygującą atmosferę, a napięcie między obiema dziewczynami jest wyraźnie widoczne. Same bohaterki są, niestety, zlepkiem klisz. Małoletnia dziewczyna, Lucy, ma być tą seksowną - Troian, a właściwie Victoria, robi tu za niezależną intelektualistkę-feministkę. Seksowna Lucy musi więc mieć na twarzy tonę tapety, jaskrawoczerwoną szminkę i minę pindy - Victoria za to chodzi w brudnawych trampkach, makijażu nie używa w ogóle (ale francuski manicure to jej zrobili, haha!), przy byle okazji wyciąga z torby Opasłą i Bardzo Mądrą Książkę, a nawet - o ile dobrze pamiętam - w jednej ze scen dorzucili jej do tego wizerunku okulary. O ile Victorię można jeszcze strawić, o tyle Lucy kompletnie psuje ten film. Cała ta jej domniemana seksowność jest tak tania, że aż niesmaczna, a w dodatku aktorka - może przez tę nieodłączną minę pindy - wygląda po prostu brzydko. Nie bardzo potrafię sobie wyobrazić, jakim cudem udało jej się uwieść kogokolwiek...


8. Once Upon a Time (2013; Francja) - 7/10

Film nakręcony z okazji setnych urodzin marki Chanel - słynnej tak, że nawet osoby przewracające oczami na dźwięk słowa "moda" (jak ja ^^) doskonale ją znają. W głównej roli wystąpiła  tu Keira Knightley i to ze względu na nią w ogóle skusiłam się na Once Upon a Time.

To przyjemny, klimatyczny filmik. Nakręcony w skali szarości i całkiem udanie stylizowany na początek ubiegłego wieku. Żadnych wielkich zaskoczeń fabularnych nie ma co się tu spodziewać - wszyscy przecież wiemy, jak rozwinął się interes Coco Chanel - ale można obejrzeć dla tej odrobinki staromodnego klimatu. Aktorzy mówią, niestety, głównie po angielsku, ale po niedawnych przejściach z walczącą z polszczyzną Marion Cotillard rozumiem, dlaczego reżyser nie próbował na siłę zrobić z Keiry Francuzki. Dla fanów mody interesujące może być też to, że w rolach klientek Coco wystąpiły znane (podobno... ^^) modelki. I zagrały, jak na mnie, nie najgorzej - te ich śmiesznie wyniosłe miny pasowały do wizerunku nadętych pań z wyższych sfer...


9. A Letter to Uncle Boonmee (2009; Niemcy, Tajlandia, Wielka Brytania) - 7/10

Dopisuję ten film do listy dla porządku - skoro go obejrzałam... Najwyraźniej mi się spodobał - problem tylko w tym, że zupełnie nie pamiętam dlaczego. Pamiętam pełnometrażowego Wujka Boonmee, pamiętam, że w tej krótkometrażówce narrator dwukrotnie powtórzył ten sam tekst, że kamera krążyła po domu wujka. Ale co właściwie mówił ten narrator? Kompletnie nie pamiętam... Ewidentnie powinnam powtórzyć seans :).


***

Za tydzień postaram się pamiętać, że niedziela jest niedzielą i wrócić do Was ze świeżym postem! Mam nadzieję, że w tym tygodniu wreszcie trochę się naoglądam. Brakuje mi już tego :).

Miłego tygodnia!

2 komentarze:

  1. Nie przepadam za krótkometrażówkami. Podobnie rzecz ma się z opowiadaniami ;)
    Niestety, ale najczęściej są urwane w połowie. Że niby to takie artystyczne niedopowiedzenie... a wychodzi po prostu jak nie dokończony film.

    Ze wszystkich o których wspomniałaś oglądałam Paperman i bardzo mi się podobał. W tym przypadku bardziej chodzi o wykonanie niż historię. Poza tym to taka słodka historyjka o przeznaczeniu dla małych dziewczynek, którymi czasami chciałybyśmy być ;)

    Chciałabym zobaczyć Exiles, ale niestety nie mam gdzie tego obejrzeć. Nie mogę znaleźć online, a w kinach nie będzie na 100%. Troian jest najlepszą z aktorek w PLL. Reszta jest po prostu ładna i całkiem przeciętna w grze. Lucy Hale walczy o karierę w przemyśle muzycznym country i myślę, że tam lepiej się odnajdzie. W filmie może mieć szansę na karierę (oprócz Troian) Ashley i Sasha, a Shay niestety grać nie umie.

    Niedawno oglądałam Grand Budapest Hotel i to jest świetny film pod względem wykonania (montaż, zdjęcia, dbałość o każdy szczegół jeśli chodzi o rekwizyty, kostiumy, świat przedstawiony), ale mnie nie zachwycił. Próbowałam pokochać Wesa, ale w moim przypadku się nie da. Uważam, że jego twórczość to przerost formy nad treścią. Pięknej i genialnej formy, ale jednak tylko formy.

    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja obejrzałam 'Exiles' tu: http://vimeo.com/49089299 :).

      Troian jest zdecydowanie najlepsza. Na Ashley miło mi się patrzy (zwłaszcza w pierwszych dwóch sezonach jest śliczna) i też chętnie zobaczyłabym ją w czymś ambitniejszym niż PLL, ale pozostałe... Shay gra strasznie, a Lucy dostała tak nudną rolę, że mogłaby aktorsko wychodzić z siebie, a i tak czekałabym tylko na sceny innych dziewczyn ^^. Czytałam właśnie ostatnio, że próbuje śpiewać, ale jeszcze jej nie słyszałam :).

      Hotelu jeszcze nie widziałam, niestety, więc nie mogę się ustosunkować. Ale w "Pociągu do Darjeeling" treść na pewno była! No, może nie jakaś bardzo odkrywcza i głęboka, ale jak on pięknie cisnął tym wszystkim poszukiwaczom głębokich, mistycznych przygód, co to aż się zapowietrzają na myśl o Indiach...! Mnie to bardzo bawiło ^^. Za to w 'Hotelu Chevalier' jest właśnie tak jak mówisz: ładnie, nastrojowo, wszystko dopracowane, ale z samej treści mało co wynika...

      Pozdrowienia! :)

      Usuń

Related Posts with Thumbnails