środa, 28 maja 2014

Co słonko widziało #9

W ostatnią niedzielę zabrakło mi i czasu, i motywacji do kolejnego filmowego posta - przepraszam! Pierwszy problem chyba już rozwiązałam - gorzej z drugim. Może dlatego, że żaden z filmów, które ostatnio widziałam, nie zrobił na mnie większego wrażenia? Jeden ledwo zmęczyłam; pozostałe dwa niby mi się podobały, ale nie wzbudziły we mnie szaleńczego zachwytu. Tak czy inaczej, porządek musi być i spróbuję napisać o każdym z nich chociaż parę słów:


1. Imigrantka // The Immigrant (2013, USA) - 5/10

Nie spodziewałam się po Imigrantce cudów i obejrzałam ją głównie ze względu na sympatię wobec Marion Cotillard. Było mniej więcej tak, jak się spodziewałam: Marion była piękna jak zawsze, fabuła niczym mnie nie zaskoczyła, a język polski w wykonaniu niepolskich aktorów brzmiał bardzo zabawnie. W Stanach może się to sprzedało, nie wiem, ale nie wierzę, że dla jakiegokolwiek Polaka kwestie wygłaszane przez Ewę Cybulski (która dopiero co przypłynęła na Ellis Island, więc niezbyt rozumiem, czemu nosi męskie nazwisko...) czy jej wujka brzmią naturalnie. Marion mówi po polsku - jak na Francuzkę - całkiem nieźle, ale... No właśnie: jak na Francuzkę. Gratuluję jej takiego opanowania wymowy, ale do grania stuprocentowej Polki się po prostu nie nadaje. Zupełnie nie rozumiem, czemu akurat ją w tej roli obsadzono. Jeżeli główna bohaterka miała być Polką, to trzeba było powierzyć tę rolę Polce - proste jak drut. A jeżeli reżyser koniecznie chciał, żeby w jego filmie zagrała Marion Cotillard, to mógł przecież zrobić z bohaterki Francuzkę. Naprawdę, niewiele by to zmieniło, a biedna Marion nie musiałaby męczyć się nad kwestiami z gatunku człowiek, który zamienił moje życie w grzech. A tak... Wyszło jak wyszło.

Film jest monotonny i momentami niebezpiecznie ociera się o patos. Ciężko mi było przebrnąć przez te dwie godziny z bohaterką, która jest zupełnie bezwolna, zdana na pastwę losu i złych ludzi. Współczułam jej, oczywiście, i nie twierdzę wcale, że ta jej bezwolność była czymś dziwnym czy nienaturalnym - ciężko mi wymyślić jakiekolwiek dobre wyjście z jej sytuacji. I chyba właśnie to mi tak przeszkadzało. Brakowało mi napięcia, zaskoczenia, możliwości kibicowania bohaterce - albo chociaż zastanawiania się, jakiego wyboru dokona i czy inny nie byłby lepszy. W Imigrantce wszystko jest obrzydliwie przewidywalne; dopiero ostatnie 15 minut minimalnie mnie zaskoczyło...

Film ratuje aktorstwo. Marion gra, jak na mnie, całkiem dobrze - jeśli jej bohaterka miała przypominać pokorne cielę (a chyba miała...), to rzeczywiście udało jej się wczuć w rolę. Najjaśniejszym punktem programu jest występ Joaquina Phoenixa. Jego Bruno jest nakreślony o wiele subtelniejszą kreską niż Ewa i jeżeli jest w Imigrantce coś, co może widza potencjalnie zaintrygować, to właśnie jego psychika.

Piątka, czyli "średni", za Joaquina. I trochę za Marion, chociaż bardziej za nią samą niż za jej rolę.


2. Mansfield Park (1999, Wielka Brytania) - 7/10

Mansfield Park to bardzo przyjemny film. Tych, którzy czytali powieść Jane Austen, muszę jednak ostrzec: to nie jest ten Mansfield Park. Rezydencja nazywa się tak samo, wydarzenia przypominają te książkowe i bohaterowie noszą te same imiona, ale... Filmową Fanny Price łączy z jej literackim pierwowzorem tylko imię. O ile powieściowa Fanny była chorobliwie nieśmiała, przekonana o swojej niskiej wartości i stanowiła istny wzór przedwiktoriańskich cnót, o tyle jej filmowa imienniczka jest bystra, utalentowana literacko i rani ją lekceważenie okazywane przez ciotkę. Zniknęła gdzieś również jej staromodna cnotliwość, zapewne niezrozumiała dla współczesnego odbiorcy. Uderzyło mnie to zwłaszcza w scenach dotyczących domowego teatru; w powieści całe to przedsięwzięcie budziło gwałtowny sprzeciw Fanny, oburzonej jego niemoralnością, w filmie zaś dziewczyna niejako naturalnie pozostaje poza głównym nurtem przygotowań. Można by pomyśleć, że właściwie chętnie sama wystąpiłaby w jednej z ról, ale nikt jej tego nie zaproponował...

Mimo tego odejścia od oryginału, filmowy Mansfield Park spodobał mi się - może nawet bardziej niż książka. Nie ukrywam, że ciężko było mi zrozumieć powieściową Fanny, którą gorszył teatr, swobodny sposób wypowiadania się panny Crawford i która nie potrafiła dać drugiej szansy Henry'emu Crawfordowi, bo zdarzyło mu się flirtować z jej kuzynką. Podczas lektury nieraz łapałam się na myśli, że główna bohaterka jest zwyczajnie nudna i sztywna, i właściwie ta potępiana panna Crawford - trochę zwariowana, z sercem na wierzchu i mówiąca bez większego skrępowania to, co myśli - podoba mi się o wiele bardziej. Filmową Fanny dużo łatwiej polubić. Reżyserka zadbała też o odpowiednie przedstawienie sytuacji, w których zachowanie bohaterki mogłoby wydać się niezrozumiałe. "Domowy teatr" staje się więc okazją do paradowania w wydekoltowanych sukniach i bezwstydnego obściskiwania się po kątach, a przemądrzała panna Crawford poucza mieszkańców Mansfield Park, jak powinni zareagować na nagły kryzys w rodzinie, protekcjonalnie poklepując po ręce Sir Thomasa.

Z chęcią przeczytałabym listy i pamiętniki Jane Austen, z których korzystano podczas kręcenia Mansfield Park. Filmowa Fanny, tak niepodobna do powieściowej, musi być odbiciem samej autorki...

I tylko do jednego znów mam zastrzeżenia: Fanny jest ewidentnie za ładna. Zwłaszcza w porównaniu do Mary Crawford, która miała być przecież wielką pięknością.


3. Bright Star // Jaśniejsza od gwiazd (2009, Australia, Francja, Wielka Brytania) - 7/10

Spodziewałam się po Jaśniejszej od gwiazd większej subtelności i romantyzmu (plakat zdecydowanie zawyżył moje oczekiwania...), ale mimo wszystko obejrzałam ją z wielką przyjemnością. Ten film jest, przede wszystkim, bardzo malarski. Statyczne ujęcia przypominają kompozycją obrazy (trudno odpędzić się od skojarzeń z Dziewczyną z perłą czy w ogóle z holenderskim malarstwem - mimo że tu akcja toczy się w Wielkiej Brytanii), a od czasu do czasu reżyserka prezentuje widzowi sceny tak piękne, że aż nierzeczywiste. Ujęcie, w którym główna bohaterka (znów Fanny!) czyta list od ukochanego na łące pełnej niebieskich kwiatów jest tak zachwycające, że nie dziwię się, iż wykorzystano je jako plakat. Przeważnie jest jednak chłodniej. Poszczególne sceny są interesujące kompozycyjnie, ale nie zapierają tchu w piersiach tak, jak można by oczekiwać. Dopiero po chwili udaje się (albo i nie) dostrzec w nich to mniej oczywiste piękno i docenić ich malarską stylizację...

Główna bohaterka, Fanny Brawne, okazała się zupełnie inna, niż się spodziewałam. Dosyć opryskliwa, pewna siebie, kochająca modę i spędzająca większość wolnego czasu na projektowaniu i szyciu nowych sukien. Dopiero Johnowi Keatsowi udaje się rozbudzić w niej zainteresowanie poezją. Fanny podchodzi do niej jednak z właściwym sobie - i dość zabawnym - pragmatyzmem. Od "lekcji", których udziela jej nowy znajomy, oczekuje konkretnej wiedzy. Kiedy John usiłuje wytłumaczyć jej ulotność i intuicyjność poezji, Fanny zaczyna robić skrupulatne notatki z jego wykładu...

Nie udało mi się, niestety, wciągnąć w fabułę tego filmu. Może dlatego, że - jak to bywa z biografiami - zakończenie historii Johna Keatsa jest widzowi znane od samego początku. Nie przeszkadzało mi to jednak w delektowaniu się mieszanką malarstwa i poezji, którą uraczyła mnie Jane Campion. To jeden z tych filmów, których chyba nie da się opisać; niby przewidywalny, niby ślimaczo wolny, a jednak...

Tym razem dodałabym głównej bohaterce trochę urody. Dziewiętnastowieczna stylizacja niespecjalnie pasowała do Abbie Cornish, która przez większość czasu wyglądała ponuro i potężnie. Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby sąsiad Fanny, Charles Brown, nie oskarżał jej raz po raz o skłonność do flirtowania. Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie główną bohaterkę jako femme fatale... Wygląda raczej na surową, praktyczną dziewczynę, zupełnie niezainteresowaną romansami.

Po raz pierwszy przydała mi się zakupiona jakiś czas temu antologia literatury angielskiej. Po raz pierwszy sięgnęłam po wiersze Johna Keatsa. Cóż - mają swój klimat, ale trochę więcej optymizmu by im nie zaszkodziło... Ech, nie nadaję się do romantyzmu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails