poniedziałek, 5 maja 2014

Co słonko widzialo #6: dokumentalny dwupak

Nowe hobby, o którym ostatnio wspomniałam, nadal trzyma mnie mocno w swoich szponach i nie daje mi oglądać filmów tak często, jak bym chciała. Tym razem w kolejce do zaprezentowania czekają więc tylko dwie produkcje - i to dość nietypowe, bo dokumentalne. Do tej pory nie przepadałam za tym gatunkiem (kiedy to ja w ogóle widziałam cokolwiek dokumentalnego...?) i to, że w ogóle oba te obrazy obejrzałam, jest zasługą wyłącznie mojego męża, który wyszperał je z jakichś tajemnych zakamarków internetu. Zazwyczaj to ja wybieram dla nas filmy, ale czasem jednak dociera do mnie, że to średnio sprawiedliwe i przekazuję mu pałeczkę. A potem oglądam, chcąc nie chcąc...

Do pierwszego filmu się zmusiłam. Drugi obejrzałam prawie dobrowolnie. A dziś rano dopytywałam już męża, czy przypadkiem nie przychodzą mu do głowy ma jeszcze jakieś podobne tytuły. To były dwa bardzo dobre, inspirujące, piękne i wzruszające filmy - choć każdy na swój sposób. Nabrałam wielkiej ochoty na więcej. I aż odechciało mi się (oby tylko chwilowo!) oglądać zwykłe, fabularne obrazy...


1. Śmietnisko // Waste Land (2010) - 8/10

Kompletnie nie interesuję się sztuką współczesną (która kojarzy mi się głównie z czarnymi kwadratami na czarnym tle...) i nigdy w życiu nie słyszałam o Viku Munizie, (ponoć) słynnym i bogatym artyście pochodzącym z Brazylii. Rzeczony Vik to... Hmm, właściwie ciężko powiedzieć. Nie jest ani producentem, ani scenarzystą, ani reżyserem Śmietniska; nie jest nawet - jak na mnie - jego głównym bohaterem. Jest kimś w rodzaju sprężyny wydarzeń i pomysłodawcą w jednym. Wpada bowiem na niezwykły pomysł: chce pojechać na największe wysypisko świata, Jardim Gramacho w Rio de Janeiro, i zrobić zdjęcia ludzi, którzy na nim pracują, wygrzebując spośród śmieci materiały nadające się do recyklingu. Zdjęcia - powiększone, "pokolorowane" śmieciami i znów sfotografowane - zamierza wystawić na aukcji, a zysk z nich przekazać biednym zbieraczom. Przede wszystkim jednak chce wyrwać ich z codziennego kieratu, obudzić w nich uśpione marzenia. Pokazać im, że można żyć inaczej.

W Śmietnisku najpiękniejsze jest to, że nie sili się na generalizowanie, tanią dramatyzację czy wrzucanie wszystkich zbieraczy do jednego worka. Nie są oni monolitem, ponurym wyrzutem sumienia, armią ubogich, nieszczęśliwych i wyrzuconych poza nawias społeczeństwa ludzi. Każdy bohater jest pełną indywidualnością, z własną historią, motywacjami i nieraz zupełnie innymi poglądami na pracę na wysypisku. Najbliższa stereotypowi Isis przyznaje, że z całego serca jej nie znosi, ale to dla niej jedyne wyjście. Suelem też jej nie lubi, ale jest w pewien sposób dumna z tego, że wybrała takie wyjście zamiast prostytucji czy handlu narkotykami. Magna nie przepada za pracą na wysypisku, ale absolutnie się jej nie wstydzi i nawet o prześmierdniętych ubraniach mówi z godnością. Valter, reprezentant związku zbieraczy, otwarcie chełpi się zaś sprawowaną funkcją i z dumą opowiada o ważnej roli, jaką jego podopieczni odgrywają w procesie recyklingu. Trudno mu się zresztą dziwić: połowa śmieci przywożonych co dzień do Jardim Gramacho to materiały nadające się do ponownego wykorzystania. Praca zbieraczy przynosi więc potrójną korzyść: opóźnia zapełnianie wysypiska, pomaga chronić środowisko i daje samym zbieraczom okazję do zarobku.

Zaskoczyło mnie takie przedstawienie tematu - spodziewałam się raczej "ponurego wyrzutu sumienia" niż tak zróżnicowanych, ludzkich postaci, zupełnie niepasujących do stereotypu przymierających głodem biedaków, którzy ledwo potrafią się wysłowić. Sam pomysł Vika ożywił we mnie nadzieję na bardziej sprawiedliwy świat. Nie pomógł, rzecz jasna, całej, kilkutysięcznej społeczności zbieraczy (chociaż poniekąd jednak tak - przez Tiao, kierownika związku...), ale tym kilku osobom, które poznał bliżej, które sfotografował i których zdjęcia wystawił na aukcji, dał szansę na lepsze życie. Myślę, że to już całkiem sporo...

Jedynym zgrzytem w tym filmie była dla mnie swego rodzaju schizofrenia Vika. Z jednej strony niby szanuje zbieraczy i ich pracę, ale z drugiej w kółko opowiada o "wyrwaniu" ich z tego środowiska, ewidentnie uważając ich obecne zajęcie za coś niższej kategorii. Przeszkadzało mi to zwłaszcza w scenach gloryfikujących sztukę. Dlaczego niby tworzenie konturów postaci z resztek taśmy filmowej ma być lepszym, godniejszym zajęciem niż pełnoetatowe segregowanie śmieci? Mam też pewne wątpliwości co do samego rozbudzania marzeń i "nadziei na lepsze życie" w ludziach, których na to lepsze życie nie stać. Rozumiem intencje, ale byłabym z tym jednak bardzo ostrożna...

I nadal, mimo wywodów Vika, uważam, że milion dolarów za szafkę z lekarstwami to zwykłe szaleństwo - niezależnie od tego, jak niesłychanie głęboka historia się za nią kryje ;).


2. I Am (2010) - 9,5/10

Ten film to pozycja obowiązkowa. Z czystym sumieniem mogę polecić go każdemu. No cóż, jeżeli z zachwytem obejrzeliście Wilka z Wall Street i nic, w żadnym momencie, nawet w najmniejszym stopniu Wam tam nie zgrzytnęło ani Was nie zniesmaczyło, to I Am raczej się Wam nie spodoba - ale i tak polecam. Może coś w Was jednak drgnie, może coś z tego niechcący wleci Wam do serca. Mam przynajmniej taką nadzieję. Ten film powinno się obowiązkowo puszczać w szkołach. Poważnie. Może wtedy doczekalibyśmy się wreszcie tego utopijnego "lepszego świata"...

Reżyserem I Am jest Tom Shadyac - znany jako twórca Ace Ventury, Bruce'a Wszechmogącego, Kłamcy, kłamcy i innych lekkich, nieco głupkowatych komedii z Jimem Carreyem. Tym razem nakręcił jednak coś zupełnie innego. Nagła choroba zmusiła go do uporządkowania priorytetów w swoim życiu i poszukiwania odpowiedzi na kilka podstawowych pytań. Kiedy tylko zdrowie mu na to pozwoliło, ruszył z kamerą w drogę i przeprowadził wywiady z grupą wybranych ludzi: naukowców, psychologów, autorytetów religijnych. Rozmawiał z nimi, między innymi, o genie demokracji, o "rynku" traktowanym jak niezmienne prawo przyrody, o naturze człowieka, w której leży wcale nie konkurowanie, a współpraca, o zdumiewających odkryciach naukowych, o różnicy między samochodem a psem, o pieniądzach i szczęściu, o miłości. A potem wszystkie te wywiady pociął, zebrał i złożył z nich niesamowity film.

I Am jest piękny, szczery i niosący nadzieję. Nie potrafię nawet powiedzieć, który z fragmentów zrobił na mnie największe wrażenie albo najbardziej wrył mi się w pamięć. Zachwyciły mnie wszystkie informacje powiązane z naukami ścisłymi - mnie, która nigdy nie rozumiała ani nie lubiła fizyki! Fragment o wielkim kłamstwie, wmawiającym nam, że jeśli x czyni nas szczęśliwymi, to 10 razy x uczyni nas 10 razy szczęśliwszymi, 100 razy x - 100 razy szczęśliwszymi... Lew, który zabija jedną gazelę, nie wszystkie, które mógłby upolować... Czy może jednak demokratycznie głosujące jelenie? A może to jedno, potężne zdanie: "Wśród pierwotnych plemion gromadzenie większej ilości dóbr, niż człowiek potrzebował, uważane było za chorobę psychiczną"...?

Jest taki stan, w którym komórki ludzkiego ciała gromadzą więcej, niż potrzebują. Całkiem dobrze nam znany. Rak.

Nie przestraszcie się przypadkiem tego mojego zachwytu. I Am nie jest, w żadnym wypadku, "nawiedzony", jest w nim sporo humoru i bardzo prostolinijnego, ludzkiego podejścia. Co tylko dodaje mu uroku.

Nie potrafię pisać o tym filmie. Mam wrażenie, że wszystko, co tu wypisuję, to tylko profanacja jego piękna. Po prostu go obejrzyjcie. Proszę.


***

Widzieliście któryś z tych filmów? A może znacie podobne dokumenty? Byłabym bardzo wdzięczna za Wasze polecanki :).

Do usłyszenia!

2 komentarze:

  1. Na pewno obejrzę I Am. Było puszczane na jakimś festiwalu w Warszawie kilka lat temu i miałam nawet wejściówki, ale coś tam wypadło i w końcu nie poszłam.Słyszałam o tym filmie same pozytywy, ale jakoś o nim zapomniałam. Bardzo dziękuję za przypomnienie! Lubię takie filmy. Dające do myślenia, szczere, może nawet odrobinkę depresyjne (bo prawdziwe), ale coś zostaje w naszych głowach po obejrzeniu i zasiewana jest jakaś idea.
    Już przebieram nóżkami na myśl o seansie! :)

    Waste Lande nie obejrzę. Jestem na stopie wojennej ze sztuką nowoczesną i jakakolwiek inna tematyka nie byłaby tam pokazana to i tak będę się denerwować, więc nie warto.

    Z filmów dokumentalnych bardzo polecam Ci Blackfish. Zdecydowanie najlepszy dokument minionego roku. Nie dostał nominacji do Oscara tylko i wyłącznie dlatego, że Akademia bała się podpaść Sea World (sieć wodnych parków rozrywki trzymających często w bardzo złych warunkach orki, delfiny i inne zwierzęta).
    W tym filmie pokazana jest dość głośna sprawa trenerki zabitej przez orkę, z którą pracowała kilka lat. Wypowiadają się byli pracownicy Sea World i możemy prześledzić historię i życie tej właśnie orki, a także wniknąć w jej psychikę.
    Bardzo, bardzo polecam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że kiedyś już, u siebie, pisałaś mi o "Blackfish" :). Chętnie obejrzę! Trzeba wykorzystać tę fazę na dokumenty :).

      Obejrzyj, koniecznie! I wcale nie jest depresyjny, mimo tej prawdziwości - bardziej na zasadzie "coś w naszej historii poszło nie tak i wmówiliśmy sobie, że tak musi być, ale hej, popatrzcie, wcale że nie, może być inaczej! Nadajemy się do tego!".

      Może to i dobrze, że nie zobaczyłaś go na tamtym festiwalu, bo momentami mocno wzrusza (przynajmniej mnie ;)). Takie filmy lepiej chyba oglądać na kanapie w domu...

      Pozdrawiam (znowu ;))!

      Usuń

Related Posts with Thumbnails