wtorek, 4 czerwca 2013

Wyzwanie "Z półki" (i pewne noworoczne postanowienie)

Od dłuższego czasu chodziło mi po głowie dołączenie do jakiegoś wyzwania czytelniczego - i dziś nareszcie to zrobiłam! Z morza różnych projektów wyłowiłam jeden, który idealnie wpasowuje się nie tylko w mój tryb życia, ale nawet w podjęte pół roku temu postanowienia noworoczne. Kusiły mnie projekty związane z klasyką, noblistami czy literaturą polską (na którą pewnie bym się zdecydowała, gdyby wyzwanie nie trwało tylko do końca sierpnia...), ale ostatecznie zdecydowałam się na wyzwanie Z półki.


Wyzwanie Z półki jest z pozoru banalnie proste: chodzi po prostu o czytanie książek, które stały na naszych półkach jeszcze przed rozpoczęciem roku 2013. Liczba książek, którą zamierzamy przeczytać, zależy od nas. Ja wybrałam poziom drugi, czyli 6-10 książek, chociaż już widzę, że - o ile zamierzam jednocześnie zrealizować moje tegoroczne plany - będę musiała tę liczbę zwiększyć.

Maniakalne chomikowanie książek jest moim wielkim problemem. Uwielbiam je nie tylko czytać, ale też mieć. Gromadzę kolejne pozycje, upycham je na półkach i cieszę się na sam ich widok. Tyle tylko, że tempo chomikowania jest przeważnie szybsze niż czytania... Nietknięte książki stoją więc na półkach i zbierają kurz, a ja czuję panikę na myśl o zbliżającej się przeprowadzce. Jak ja to przetransportuję? I jak niby mam to upchnąć w moim przyszłym mieszkaniu, trzy razy mniejszym od obecnego? Między innymi dlatego kupiłam czytnik - dzięki niemu kolejne pozycje nie wypychają mi już półek, a problem impulsywnych zakupów w księgarniach ("bo ta okładka tak ładnie na mnie patrzy...") rozwiązał się sam przez się. Niestety, wciąż jest jeszcze mnóstwo książek, które wydawane są tylko w wersji papierowej, a półki nadal wypełniają mi tzw. "zalegi"...

Jednym z moich literackich postanowień noworocznych było zmniejszenie liczby posiadanych "zalegów" o 10. Różnica między moim postanowieniem, a wyzwaniem Z półki polega na podejściu do nowo zakupionych pozycji. Wyzwanie polega po prostu na czytaniu starych książek; ja natomiast biorę pod uwagę bilans książek starych i nowych. Wyłączyłam z tej klasyfikacji jedynie e-booki. Nie wierzę, że przez cały rok nie kupię ani jednej papierowej książki, więc siłą rzeczy powinnam przeczytać więcej niż te 10 pozycji, które zadeklarowałam.

Póki co bilans wygląda mało imponująco. Głównie dlatego, że skupiam się na czytaniu literatury polskiej, w którą zaopatrzyłam się dopiero w tym roku. Przeczytałam zaledwie trzy "stare" pozycje:

1) Wiesław Kotański, Dziesięć tysięcy liści
3) Maria Kuncewiczowa, Leśnik (notka prawie gotowa - powinna pojawić się w weekend)

A z zakupionych? Spory zapas książek z Japonii, których postanowiłam nie wliczać do bilansu. W końcu nie co dzień latam na drugi koniec świata, więc akurat w tym przypadku kupowanie "na zapas" jest uzasadnione. Poza tym jedynie słownik okinawsko-angielski, którego również nie liczę - nikt chyba nie czyta od deski do deski słownika, prawda? Nie wygląda to więc źle - ale, niestety, już niedługo się to zmieni. Moim innym literackim postanowieniem noworocznym było przeczytanie zwycięzców dwóch ostatnich Angelusów (Wojna nie ma w sobie nic z kobiety Swietłany Aleksijewicz i Srda śpiewa o zmierchu w Zielone Świątki Miljenko Jergovica), a obie książki nie istnieją w wersji e-bookowej... 

Tak więc bardzo ładnie proszę o trzymanie za mnie kciuków. Ja tymczasem wracam do mojej Filozofii japońskiej, kolejnej książki ze zbierającej kurz sterty.
 
Related Posts with Thumbnails